Nasze SICIENKO - wieści, komentarze, zdjęcia, informator gminny, ogłoszenia - Gmina Sicienko
Autor: Mieszkaniec

Odpowiedz do mieszkańca gminy w sprawie dożynek.jesli nie ma się informacji to po co pisać bzdury . Dożynki w tym roku miały być naprawdę bardzo atrakcyjne z bogatym programem i koncertami .w związku z sytuacją po wichurach wszystkie gminy odwołały imprezy nie tylko Sicienko ,DJ nie zawsze ten sam b . . .
Ilość odwiedzin: 238157
Ilość wywołań: 449473
Stronę przegląda: 9 użytkowników
Strona powstała 18 lutego 2010, 2775 dni temu

[Animacja1]

Polskie przesiedlenia - repatriacja zza Buga i Sanu wyrywająca z korzeniami setki tysięcy ludzi - jej sicienkowska odsłona

Na początku 1945 roku w Jałcie dogadywali się trzej przywódcy świata Churchill, Roosvelt i Stalin. Jednak chyba żaden z mieszkańców Wileńszczyzny, Polesia, Wołynia czy Wschodniej Małopolski, nie sądził, że właśnie tam zapadają decyzje, gdzie spędzi resztę swojego życia. I nie jest to dziwne, zwyczajowo nie przywiązujemy wagi, ani uwagi, do tego co wyczyniają politycy. A szkoda, bo to my później odczuwamy konsekwencje ich decyzji, w efekcie których w przeciągu kilku miesięcy roku 1945-46  zdołano przesiedlić sto kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Odbywało się to w strasznym stylu. Niemniej był to koniec wojny i to bardzo determinowało sposób w jaki organizowano transporty z przesiedleńcami. Wówczas to na gospodarstwa pozostawione przez ludność niemiecką (w naszej gminie też) przybyli mieszkańcy Kresów Wschodnich. Niestety z akceptacją przybyszy zwykle jest tak sobie, początkowo zaciekawienie, później odrzucenie. Stąd często ukrywano swoje pochodzenie, aby nie wyróżniać się od „tutejszych”.
Na całe szczęście czas czyni cuda, mieszkańcy dawnych Kresów, już się nie boją i coraz chętniej wspominają. Powróciła też duma, że pochodzą z Wołynia, Wileńszczyzny, itd. A ich dzieci, wnuki, ciekawe pochodzenia rodziców i dziadków odwiedzają miejsca, które oni przed laty musieli opuścić. Często przy tej okazji organizują pomoc dla tych Polaków, którzy zdecydowali się tam pozostać. Pan Kazimierz Pierzyna często odwiedza tereny obecnej Ukrainy.
Wraca tam do miejsc drogich ojcu, do miasta w którym się urodził, do kościoła w którym przyjął chrzest i wreszcie na to pole na którym stało gospodarstwo p. Michała Pierzyny (ojca p. Kazimierza).

To pole pamięta czas masowych zbrodni (1943 - 1944) popełnianych na ludności polskiej. O skali ich okrucieństwa trudno nawet pisać. Wspomnę jedynie, aby nie przechodzić obojętnie obok zbrodni wołyńskiej, że często narzędziem, którego używano do zabijania były siekiery, piły, a mordowano w sposób bestialski (w naszej gminie jest kilka osób, które mają te straszne wspomnienia). Również gospodarstwo p. Michała Pierzyny zostało spalone przez bandytów z Ukraińskiej Powstańczej Armii, czyli UPA. Gdyż okolice Łucka (miejsce urodzenia p. Michała), były miejscem, gdzie masowo dokonywano mordów na Polakach, palono ich domy, rozkradano dorobek życia (często nie jednego pokolenia).
A dzisiaj? Od sierpnia 2007 roku główna ulica Łucka nosi nazwę Bohaterów UPA, zaś od stycznia 2011 roku honorowym obywatelem miasta został Stepan Bandera (przywódca Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów).
Rozpoczęłam Jałtą i Jałtą zakończę, choć nie będą to moje słowa a Jacka Kaczmarskiego i posłużą one za cały komentarz.
„Tylko ofiary się nie mylą
I tak rozumieć trzeba Jałtę”

                                                                   

Fotorelacja z pobytu w rodzinnych stronach Pana Kazimierza.
(kliknij na zdjęcie, aby je powiększyć)

Najtrudniej pozostawia się bliskich na cmentarzach.

Krajobraz Wołynia. Dojazd do wsi Gregorówka.

Z wizytą w Gregorówce.

Legendarna wschodnia gościnność.

Wizyta w Zawitnem.



Urok Kresów Wschodnich.

Dziękuję Państwu Pierzynom za udostępnienie ogromnego materiału fotograficznego dzięki, któremu powstała ta historia.

                                                                                 Izabela Chudzyńska