Nasze SICIENKO - wieści, komentarze, zdjęcia, informator gminny, ogłoszenia - Gmina Sicienko
Autor: optymista

Ta gmina to wielka jedna dziura. Nikt normalny nie chce zostać dyrektorem szkoły w Strzelewie czy Samsiecznie bo to dziury, nikomu nie potrzebna świetlica w Dąbrówce bo to dziura , nikomu nie potrzebne ścieżki rowerowe bo po co jeździć do dziur, nikomu nie potrzebne świeże powietrze w Wojnowie bo to . . .
Ilość odwiedzin: 256255
Ilość wywołań: 470494
Stronę przegląda: 5 użytkowników
Strona powstała 18 lutego 2010, 2987 dni temu

[Animacja1]

Obrazy pamięci

Jesienne, listopadowe dni skłaniają do zadumy, ale i wspomnień. Jednym z takich moich milszych jest obraz Babci recytującej z pamięci wiersze Mickiewicza (uwielbiałam „Powrót taty”), Asnyka czy Syrokomli. O „Sosnę”, tego ostatniego, męczyłam babcię wiele razy i muszę przyznać, że wiersz ten niezmiennie mi się podoba.
Ostatnio synowie przerabiali lekturę „Wspomnienia niebieskiego mundurka”. Pojawia się tam postać poety, na ówczesne czasy bardzo modnego i sławnego, był nim Syrokomla. Autor licznych wierszy, ale też tłumaczeń Goethego, Lermontowa itp. Syrokomla był dobry w tym co robił, wówczas też  doceniany. Jednak na ile dziś go pamiętamy? Sława przemija, choć czasami szkoda.
W Bydgoszczy jest jego ulica, ciekawe czy mieszkańcy znają wiersze lirnika wioskowego (tak właśnie zwano Ludwika Władysława Franciszka Kondratowicza herbu Syrokomla).
                                                                                     Izabela Chudzyńska

 

SOSNA
Na wioskowych mogiłach
Rosła sosna borowa,
Pień jej krzepnął na siłach,
Wybujała jej głowa.
Pogiętymi konary
Na sto sążni rozwisa,
A korzeńmi bez miary
Żółty piasek wysysa.

Z mogił wyrósłszy cała,
Za te soki, co bierze,
Z wiatrem sobie szumiała
Za umarłych pacierze.
Aż coś jednej jesieni
Biedna sosna borowa
Coraz mniej się zieleni,
I pożółkła jej głowa.

I została na stronie
Co dzień cichsza, milcząca,
Każdy wietrzyk, co wionie,
Więcej kolców z niej strąca;
Rzuca w ziemię rodzimą
Zeschłe szyszki i ziarna...
W końcu jeszcze przed zimą
Zeschła sosna cmentarna.

Wiatr żałośnie jej pyta:
Biedna sosno z mogiły!
Czyś ty gromem przebita?
Czyć robaki stoczyły?
Czy ci żeru nie było
W żółtym piasku z pobliska?
Albo kamień swą bryłą
Twe korzenie naciska?

Och! mnie nie tknął grom z burzą
I robaki nie toczą;
Ziemia soków ma dużo
I mnie karmi ochoczo.
Gdzie kamienie i głazy,
Szłam z korzeńmi z daleka:
Wrosłam gorzej sto razy!
W trumnę złego człowieka!

Trumna zgniła na próchno,
Zgniły w piersiach mu błonki
W serce trupa leciuchno
Zapuściłam korzonki.
Chłód mię przebiegł grobowy,
Gdym possała zeń trocha;
Bo to człek był takowy,
Co nikogo nie kocha!

Pierwsze z piersi swej soki
Dał cmentarnej choinie;
Czułam, jak z tej opoki
Brzydki we mnie jad płynie.
Z jadem śmierci w mym łonie
Byłam smutna, milcząca...
Każdy wietrzyk, co wionie,
Więcej kolców mi strąca.

Próżno w ziemię rodzimą
Nowe rzucać chcę ziarna...
Ziarna zeschły przed zimą
Ginie sosna cmentarna!
1857. Wilno