Nasze SICIENKO - wieści, komentarze, zdjęcia, informator gminny, ogłoszenia - Gmina Sicienko
Autor: zdziwiony

pogoda czasami słoneczna, a że mam kilka dni urlopu patrzę to tu to tam i oczom nie wierzę; jeden dzień, drugi i ho ho a może nawet więcej tych dni jak na szkole w Strzelewie lampa świeci całe dnie " boisko oświeca ". Jednego dnia dyrektorka przyjeżdża 8,55 drugiego 9,10 i tak jak zawsze co dnień to . . .
Ilość odwiedzin: 246810
Ilość wywołań: 459064
Stronę przegląda: 2 użytkowników
Strona powstała 18 lutego 2010, 2860 dni temu

[Animacja1]

W 2008r. media na całym świcie obwieściły złą nowinę - Islandia bankrutuje

Dla 11 tys. pracujących tam Polaków była to smutna informacja (niemal 40 proc. całej imigracji stanowili Polacy). Obecnie nieśmiało pojawiają się zdawkowe informacje, że kraj ten już poradził sobie z kryzysem i wychodzi na prostą. Istotnie, przeglądając dane makroekonomiczne, można dojść do wniosku, że w Islandii znowu robi się dobrze. Stopa bezrobocia, w tym maleńkim, bo zaledwie 300-tysięcznym kraju, wynosi obecnie ok. 6 proc. (dla przypomnienia w Polsce wynosi 12,5 proc.), a wzrost gospodarczy ma wynieść ok. 3 proc. (w strefie Euro zaledwie 0,2 proc.). Można byłoby zakrzyknąć - sukces, ale ... może od początku.
Po II wojnie światowej Islandia otrzymała spore wsparcie w ramach tzw. planu Marshalla. Poza tym, zarabiała na eksporcie ryb, aluminium oraz obsłudze ogromnej bazy wojskowej NATO. Państwem trzęsła elita składająca się 14-stu najbogatszych rodzin, znana pod nazwą „Ośmiornica”. Przez ponad pół wieku wywodzili się z niej czołowi politycy kraju, a zwykli ludzie by np. dostać pożyczkę w banku musieli się z nimi układać. Z końcem lat 70-tych, po przejęciu jednej z gazet, do głosu zaczęła dochodzić grupa młodych prawników, zwaną Lokomotywą (od nazwy gazety). Ludzie z „Lokomotywy” utworzyli Partię Nieodległości i w 1991r. przejęli władzę w kraju.
Kilka lat później - w 1997r. - zaczęła się wielka prywatyzacja islandzkich banków, w wyniku której wpadły one w ręce kolegów nowej władzy (skąd my to znamy?). Za przyzwoleniem władzy banki uruchomiły coś na kształt piramidy finansowej. W wielkim uproszczeniu, polegało to na tym, że islandzkie banki pożyczały sobie wzajemnie pieniądze jako zabezpieczenie pożyczek uzyskiwanych w bankach zagranicznych (głównie brytyjskich i holenderskich). Pieniądze te szły na kredyty dla ludności, na pomoc „potrzebującym-rządzącym” i na podnoszenie standardu życia bankierów (loty prywatnymi odrzutowcami były na porządku dziennym). Wszyscy żyli w luksusie (choć na kredyt), a złe wiadomości utrzymywane były w tajemnicy (z reguły władza ma pod kontrolą media).
Jednak życie na kredyt nie mogło trwać wiecznie. Jesienią  2008r. islandzkie banki straciły płynność i zaczęły upadać, a wraz z nimi na dno zleciała wartość korony i ceny nieruchomości. Ludzie wyszli na ulicę, a władza potraktowała ich tradycyjnie - gazem łzawiącym. W styczniu 2009r. skompromitowany rząd upadł. Nowy rząd upaństwowił banki, a pieniądze z lokat bankowych oddał tylko swoim obywatelom (doprowadzając do wściekłości Brytyjczyków i Holendrów). Precedensem było to, iż prokuratura podjęła próbę postawienia przed sądem ok. 200 osób z kierownictwa banków. Potem, było już klasycznie, rząd wynegocjował wielomiliardowe kredyty (z MFW i UE), które wpompował w nowy system bankowy.
Jak widać geneza kryzysu w Islandii jest zupełnie inna niż w Grecji. W Islandii nie zbankrutowało państwo, ale system bankowy. Jednak dla ludzi, którym przychodzi zapłacić za to słony rachunek, to chyba bez znaczenia.
                                                                                              Piotr Chudzyński